[ Pobierz całość w formacie PDF ]
właścicieli, mam rację? - ciągnął Voort. - Czy też zamierzacie je przekazać kartelowi kryminalnemu? - Pierwotnym właścicielom - potwierdziła Myri. - Gdzie? Jak? - Tutaj. Za kilka minut. Zaskoczony, obejrzał się na dziewczynę. Była już ubrana w nowy kombinezon - taki sam, jakie mieli na sobie inni - a jej włosy skrywała srebrzysta peruka sięgająca za ucho. Zmyła już makijaż, a jej oczy przesłaniały nieprzezroczyste gogle. U stóp Myri leżał złoty kombinezon. Wzięła od Voorta jego stary skafander i wrzuciła go do pieca. - Gotów? Chodzmy do Jezzie. Granaty są dla ciebie, blaster jest mój. - Jezzie? - powtórzył Voort, marszcząc czoło. - Mam na myśli Piątkę - poprawiła się Myri. - Znamy się od dziecka. Trudno się odzwyczaić od starych nawyków. Opuścili okolice pieca i przeszli do cichszej i chłodniejszej niszy, z której wyszli wcześniej Bhindi, Jesmin i Clawdita. Voort rozejrzał się dookoła. Wyglądało na to, że Widma dostały się tutaj zamkniętym wcześniej korytarzem, pewnie wejściem awaryjnym albo takim, które zostało zapieczętowane podczas renowacji, z niemal niemożliwymi do odróżnienia od ścian konturami drzwi na obydwu krańcach. Korytarz o surowych ścianach zdawał się prowadzić do kolejnego magazynu. Słyszał dobiegający stamtąd szum repulsorów i silników manewrowych - najprawdopodobniej odgłosy pojazdu przechodzącego testy motywatora. W pobliżu pod ścianą leżały dwa granaty i karabin blasterowy. Wziął granaty - miał już z takimi nieraz do czynienia: jeden był ładunkiem dymnym, drugi błyskowym, czyli oślepiającym. Zaprojektowano je, aby wybuchały pod wpływem uderzenia, po aktywacji zapalnika. Zważył je w dłoni, czując znajomy kształt i ciężar. - Co u twoich rodziców? - zagadnął Myri. Czuł się dziwnie, pytając o nich w takich okolicznościach, ale chciał znalezć jakiś punkt zaczepienia, dzięki któremu mógł sprowadzić rozmowę na inne tory. Przygotowywał grunt dla pytania, jakie naprawdę chciał jej zadać. Myri podniosła karabin blasterowy, wysunęła magazynek, żeby sprawdzić styki, i wsunęła go z powrotem, a potem przestawiła przycisk z boku broni na tryb ogłuszania. - U taty wszystko super. Czytałeś jego pamiętniki? - As w opałach: spojrzenie na niespokojne czasy z kabiny myśliwca? Owszem. Szkoda, że nie mógł wspomnieć o tylu innych rzeczach wartych wzmianki. - Och, na pewno umieści je w kolejnych tomach, kiedy zmieni się nieco klimat polityczny. Tak czy inaczej, świetnie się bawi, jeżdżąc w te wszystkie trasy z odczytami, udzielając konsultacji dla Incoma itak dalej. Ale mama... - westchnęła. - Mama znosi emeryturę naprawdę ciężko. Mam wrażenie, że aby tylko się nie nudzić, wznieci niedługo jakąś rewoltę. - Myri, wydawało mi się, że zarabiasz na życie hazardem - stwierdził ostrożnie Voort, przechodząc do meritum. - %7łe siedzisz sobie bezpiecznie na Błędnym Rycerzu i... cóż, przynajmniej tak słyszałem... zbijasz fortunę. Skinęła głową, nie odrywając wzroku od karabinu. - A więc? Dlaczego akurat to? Uśmiechnęła się do niego. - Musisz być taki dumny... - Co takiego? Z kogo? - Tak mi mówili, głównie gdy chodziło o tatę. Córka Wedge a Antillesa? Och, musisz być taka dumna! I owszem, jestem. Niektórzy też wiedzą, czym zajmowała się mama. Musisz być z niej taka dumna! , mówią. I jestem, jasne. Kiedy spotykam kogoś, kto wie osukcesach mojej siostry w czasie ostatniej wojnie, słyszę: Rany! Musisz być z niej taka dumna! Tak, tak, tak... jestem z niej dumna, ale może nadszedł czas na to, żeby ktoś był dumny ze mnie. Ktokolwiek - nawet jeśli mam to być ja sama. - Większość ludzi, o których mogłem z dumą powiedzieć, że ich znam, zginęła, żebym to ja mógł być dumny, Myri. Zerknęła na niego spode łba. Strona 21 Aaron Allston - Cios łaski - Tak naprawdę wcale nie chcesz tego robić, prawda? - spytała. - Nie - przyznał. - A jeśli chodzi o to, co by twoi rodzice zrobili, gdyby... [ Pobierz całość w formacie PDF ] |